27.10.15

Żarcie i pieluchy

Jestem absolutnym fanem internetowego sklepu feedo.pl, w którym prym wiodą gigantyczne paczki pieluch i mleko w proszku. O ile czasem można złapać w promocji w drogeriach duże paczki pieluch, to w wypadku tego sklepu taka paka starczy na miesiąc. Co prawda Bebilon jest tylko troszkę tańszy, ale przy darmowej dostawie i tak się to wszystko opłaca. Ostatnio też na dokładkę zamówiliśmy płyn do mycia Mili butelek i smoczków (refill w torebce foliowej) za jakieś śmieszne pieniądze, a dzięki temu osiągnęliśmy minimalny pułap do darmowej dostawy.

Tula baby

Kajam się i posypuję głowę popiołem, przywdziewam zgrzebny wór i co tam jeszcze chcecie. Zaniedbałem ostatnio bloga w związku z różnymi zmianami w życiu zawodowym, ale że pisanie daje mi oddech i stanowi coś w rodzaju wentyla, wracam do klikania.

Dziś będzie o nosidełkach. Takich co to kupuje się, a potem z różnych przyczyn nie używa. Akurat w naszym przypadku kupiliśmy takie nosidełko na przełomie lata i jesieni, więc w ty, sezonie Mili już sobie za bardzo nie ponosiliśmy.

Przy wyborze nie było łatwo, bo wachlarz takich nosideł spory. Nawet wstrzymaliśmy się z zakupem do kontrolnej wizyty Mili u ortopedy. Ale zbytnio nie pomogła w podjęciu decyzji.

Rozpatrywaliśmy dwie opcje: Maxi Cosi Easia oraz polskiej produkcji nosidełko Tula. Chustę skreśliliśmy od razu. Znacie K., więc wiecie zapewne, że zwyciężyła opcja droższa. Tula jest naprawdę fajnym nosidłem, choć osobiście za dużo Mili się nie nanosiłem, to K. miała ją kilka razy na sobie. Łatwo się zakłada, dość łatwo reguluje. Choć z tym zakładaniem to na noszenie na plecach gotowi jeszcze nie jesteśmy. Nie tylko dlatego, że na plecy dzieciaka trudno jest założyć. Wybraliśmy czarny model w zebry. Do tego jest jeszcze kapturek, odczepiany, a na pasie praktyczna kieszonka. Dokupiliśmy też wkładkę pod pupę z usztywnieniem na głowę. Ale okazało się, że na wyrost, bo Mila jest już na to za duża. W sumie zapłaciliśmy ok. 450 zł ze zniżką za zakup internetowy w sklepie tublu.pl.

Dużo sobie obiecuję po tym nosidle, ale na razie zima idzie, więc musi przeleżeć w szafie.

W jeden z ostatnich ciepłych wczesnojesiennych weekendów wyglądało to tak.


15.10.15

Google for mums

Pierwsza szkoła dla startupów, w której udział mogą brać udział matki z dziećmi? Nie trzeba być Googlem, by na to wpaść, ale trzeba być Google, by to zrealizować. Na razie w Tel-Awiwie i Londynie.


Zapisany

Przyjęli mnie na "Warsztaty dla TATY". Super. Obawiam się tylko, że o ile w piątek wieczorem dam radę, to poświęcenie całej wolnej soboty chyba się nie uda.


7.10.15

Coś dla mnie i innych tatinków

7 sekretów efektywnego ojcostwa. www.facebook.com/razemnastegnach Tylko jak brać udział w piątkowy wieczór, kiedy każdy szanujący się ojciec powinien wtedy spędzać czas z dzieckiem? ;)

25.9.15

Podgrzewacz samochodowy

Moje perypetie z kupnem podrzewacza do samochodu opisywałem w poście o pamiętnej wyprawie na Tarchomin. Ostatecznie ten podgrzewacz zamówiliśmy gdzie indziej. Leży sobie w schowku w samochodzie, bo nie wybieramy się nigdzie po Warszawie, by musieć go używać. Ale na pewno będzie w pogotowiu w przypadku potrzeby podgrzania papu podczas dłuższego wyjazdu do lekarza. Nam przyszło go na razie użyć słownie raz podczas powrotu od dziadków. Musieliśmy się zatrzymać jakieś 100 km przed Warszawą i nakarmić Milę. Podgrzewacz jest zrobiony z rozciągliwego materiału, dzięki czemu szczelnie opatula każdą butelkę. A wtyczka pasuje do gniazdka samochodem zapalniczki. I o to chodziło. Myliłby się jednak, kto myślał, że to jak kuchenny czajnik elektryczny. Co najmniej 5 minut trzeba silnikiem pogrzać, żeby temperatura w butelce raczyła wzrosnąć. Dlatego planując postój na karmienie, warto podłaczyć butlę do grzania jeszcze podczas jazdy, bo potem na postoju szkoda czasu.