Taką torbę z fantami dostają świeżo upieczone mamy. A tam jakieś pieluchy Pampers, ampułki soli fizjologicznej, ulotki i informacje praktyczne o opiece nad noworodkiem. A także (to mnie prześladuje) próbki kremów na rozstępy. Znowu pominęli tatusiów. Panowie mogą co najwyżej liczyć na ulotkę z gołymi panienkami wetkniętą za wycieraczkę auta zaparkowanego w okolicach szpitala. Takie uroki parkowania na pograniczu Śródmieścia i Woli.
Rozterki początkującego ojca. Zapraszam do komentowania, lajkowania i szerowania. Przyciski pod wpisami :)
12.6.15
Gift bag
Taką torbę z fantami dostają świeżo upieczone mamy. A tam jakieś pieluchy Pampers, ampułki soli fizjologicznej, ulotki i informacje praktyczne o opiece nad noworodkiem. A także (to mnie prześladuje) próbki kremów na rozstępy. Znowu pominęli tatusiów. Panowie mogą co najwyżej liczyć na ulotkę z gołymi panienkami wetkniętą za wycieraczkę auta zaparkowanego w okolicach szpitala. Takie uroki parkowania na pograniczu Śródmieścia i Woli.
Smutne lancze
Zdjęcie jeszcze sprzed porodu, ale wiąże się z obiadami na
Żelaznej ciekawa historia. I tu mała zmyłka, bo nie o ziemniaczkach z
mięskiem i mizerią tu będzie. W dniu porodu K. już oczywiście nie mogła
jeść, a tutaj po serii takich rarytasów jak ta gigantyczna porcja
obiadowa w niedzielę, w poniedziałkowym menu były ... Naleśniki. Celowo z
wielkiej, bo K. lubi. Była wkurzona, że akurat, kiedy ona nie może
jeść, są naleśniki. Położna zachowała dla niej porcję. "Warto u nas
rodzić dla tych naleśników" - cały czas starała się żartować, kiedy K.
już dostała skurczy. Nie wiem, czy K. to pomagało, ale rzeczywiście
starały się położne rozładować atmosferę. Faktycznie naleśniki dla K.
pojechały z nami windą na blok porodowy. Ostatecznie przed północą
naleśniki zniknęły z lodówki i K. dostała jakieś kanapki. Ale nazajutrz
temat znikniętych naleśników powracał, K. i położna żartowały z całej
sytuacji, a naleśniki pojawiły się na obiad znowu we środę.
Zniknięte naleśniki jak te zniknięte parówki.
9.6.15
Kojo
Składanie łóżeczka w pojedynkę to nie w kij pierdział. Zwłaszcza kiedy nie ma kto przytrzymać tych dużych elementów. Pomagały ściany i podłożone książki. Nie pomagało zmęczenie materiału ludzkiego. Uparłem się, by to zrobić po przyjeździe do domu po K. porodzie. A była północ. Dłubałem do 3 rano. Ale wydłubałem. Zawziąłem się. Była motywacja. Bo postraszyli, że po dobie już do domu wypisują. Byłem z siebie dumny, kiedy złożyłem szufladę. A to nawet nie była połowa drogi. Duma minęła, kiedy potem zorientowałem się, że pomyliłem miejscami ścianki szuflady z prowadnicami. Kiedy pomyślałem, że będę musiał tę szufladę rozkręcać trzeci raz (bo wcześniej pomyliłem wkręty) to mnie coś trafiło. Na szczęście obyło się bez rozkręcania, wystarczyło odkręcić i zamienić (odwrócić) same prowadnice.
No i jest kojo. A zdjęcie obrazuje work in progress. Czas operacyjny 2:43 AM.
No i jest kojo. A zdjęcie obrazuje work in progress. Czas operacyjny 2:43 AM.
Jest Mila!
No po prostu nie wiem co, napisać. Słów brak. Chyba tylko tyle, że czas zmienić podtytuł bloga z "przyszłego taty" na inny.
No i kilka liczb mówiących już wiele na temat tej młodej panny:
Wzrost (raczej długość) 53 cm
Waga 2730
A K. naprawdę bohatersko to wszystko zniosła. Fachowo nazywają to porodem fizjologicznym, a nieformalnie drogami natury. A więc obyło się bez cięcia. Czas akcji 3,5 h. Była po prostu silna i rewelacyjna. Zwłaszcza że w pokoju obok ryk niczym wycie syreny trwał od 16:00 do 23:00 nonstop.
Kabelek zasilania od maminego brzucha przeciąłem sam. Pozwolili mi zostać do 23:00. Długo - zwłaszcza, że Mila zobaczyła świat o 19:35.
Tak że celowaliśmy w Madalińskiego, ostatecznie stała się Żelazna. Najważniejsze, że wszystko OK.
A wieczorem pod oknem zamkniętego już szpitala kompani świeżo upieczonego tatusia, którego wcześniej widziałem na korytarzu, razem z nim świętowali narodziny nowego Polaka, albo Polaków (jeśli bliźniaki) z puszkami i kielonami w dłoniach. Duch w narodzie nie ginie!
A to jest Mila najedzona i śpiąca. Pajacyki okazały się za duże, mimo że były w najmniejszych możliwych rozmiarach. Czapeczka też. Dopiero dziś dowiozłem z domu coś mniejszego. Ale jej chyba wszystko obojętnie.
8.6.15
Położne
Obsługa bardzo sympatyczna w tej placówce zdrowotnej. Położne mają nawet okolicznościowe koszulki. Rozładowuje to bez wątpienia napięcie.
Widok z okna
A raczej z balkonu. Czyli pozostajemy przy skojarzeniach hotelowych i all inclusive. Bo jak wspomniała K. - kiedy o północy i czwartej robią KTG małej i kiedy hałasuje jak koński galop, to hotel pięciogwiazdkowy to nie jest. W pokojach po 2-3 przyszłe mamy. Ale widok z pokoju przedni. Muranów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




